Witaj w świecie który powstał z wewnętrznej potrzeby dokonania czegoś wyjątkowego oraz niesienia pomocy innym

Każdy z nas niesie swoją unikalną historię – pełną wzlotów i upadków, chwil triumfu i momentów zwątpienia. Czasami życie rzuca nas w mrok, w miejsca, z których wydaje się, że nie ma wyjścia. Ale to właśnie w tych trudnych chwilach możemy odnaleźć najgłębszą prawdę o sobie.
Najważniejsze to nie żyć starą historią i przeszłością, lecz wydobyć z nich lekcje, które pozwolą nam wzrastać i odkrywać własną moc. Moja historia to podróż przez ból, zmagania i odkrywanie siły, która pozwoliła mi przejść przez największe życiowe wyzwania.
To opowieść o tym, jak zbudować siebie od nowa, wykorzystując przeszłość jako fundament przyszłości, która tętni miłością, pewnością siebie i wiarą. Niech ta historia będzie dla Ciebie przypomnieniem, że nawet z najciemniejszych chwil można wznieść się ku życiu pełnemu sensu i spełnienia.
Czasami wystarczy tylko jedno: odważyć się zacząć pisać nowy rozdział…
Już jako dziecko miałam w sobie ogromną ilość empatii i wrażliwości, mimo że w pierwszych latach mojego życia większość czasu spędzałam u mojej babci, hardej i silnej kobiety, która się mną opiekowała. Wychowując się w tamtych czasach, miałam okazję opiekować się sporym gronem maluchów, co było dla mnie jako małej dziewczynki, najpiękniejszym zajęciem, zaraz po śpiewaniu do szczotki, do włosów. Znasz temat pewnie?
Z dumą nosiłam miano „małej opiekunki”, czerpiąc radość z uśmiechów i szczerych reakcji najmłodszych. Te niewinne chwile, gdy bawiłam się z dziećmi, uczyły mnie odpowiedzialności. Na początku lat 80 tych powierzenie dziesięciolatce opieki nad niemowlęciem było normą – dziś jest to słusznie niewyobrażalne.
Żyjąc większość czasu na wsi, byłam otoczona przyrodą, co wzmacniało moją wrażliwość na piękno życia i ukształtowało moją przyszłą misję niesienia pomocy innym. Z każdą chwilą spędzoną z dziećmi rozwijałam w sobie poczucie misji, które nie opuszczało mnie przez lata. Te wartości z dzieciństwa, prowadziły mnie w dalszej drodze. Po ukończeniu edukacji w szkole podstawowej, która była dla mnie trudnym doświadczeniem z powodu moich rudych włosów, zdecydowałam się na karierę pielęgniarki, realizując swoją potrzebę niesienia pomocy innym.
Przez wiele lat czerpałam radość i poczucie satysfakcji z tej pracy. Bycie pielęgniarką nauczyło mnie, jak ważna jest empatia i zrozumienie w obliczu cierpienia, że służenie drugiemu człowiekowi to piękna misja. Jednak w miarę upływu czasu zaczęłam odczuwać, że moje ambicje sięgają dalej niż tylko codzienne obowiązki w szpitalu.
Przełomowym momentem był 2013 rok, gdy podczas niezapomnianego eventu z Bobem Proctor’em w Ożarowie Mazowieckim odkryłam moc rozwoju osobistego i jego wpływ na życie człowieka. To był moment przełomowy, kiedy po raz pierwszy dostrzegłam, jak wiele możliwości kryje się w nas, czekając na odkrycie. Atmosfera tego wydarzenia, pełna inspiracji i pozytywnej energii, obudziła we mnie pragnienie, by stać się nie tylko osobą pomagającą w kryzysie zdrowotnym, ale także przewodnikiem dla tych, którzy zmagają się z wewnętrznymi trudnościami.
Mimo że ten moment był dla mnie oświeceniem, rzeczywistość szybko mnie przytłoczyła. Pochłonięta macierzyństwem, 24-godzinnymi dyżurami w szpitalu, codziennymi problemami oraz będąc jedyną żywicielką rodziny po rozwodzie, nie byłam w stanie podążyć za tym głosem wewnętrznej intuicji, który wzywał mnie do działania. Czułam, że moje marzenia muszą poczekać, a ambicje zostały zepchnięte na drugi plan. Mimo to w moim sercu narastała determinacja, by pewnego dnia wyjść poza granice codzienności i w pełni wykorzystać swoje talenty, aby pomagać innym w ich własnych podróżach.
W 2019 roku doświadczyłam poważnego kryzysu życiowego, który rzucił cień na każdy aspekt mojej codzienności. Był to trudny czas, w którym szukałam pomocy w rozwiązaniu pewnego bardzo konkretnego problemu, z którym się mierzyłam, Niestety, tradycyjna psychologia nie była w stanie sobie z tym poradzić. Czułam się coraz bardziej wykończona bezskutecznością standardowej terapii, która jedynie potęgowała moje zniechęcenie, a nie przyniosła rozwiązania mojego problemu. W obliczu braku efektu postanowiłam poszukać innych rozwiązań.
Wtedy, będąc na skraju desperacji, zdecydowałam się sięgnąć po mniej konwencjonalną metodę — hipnozę. Hipnoza stała się dla mnie kluczem do rozwiązania problemu, którego źródło jak się okazało, sięgało trzeciego roku mojego życia.
Dziś już rozumiem, dlaczego standardowa terapia nie przyniosła efektu. Jeśli coś się wydarzyło, gdy miałam 3 lata to nie ma szans bym o tym pamiętała z pozycji umysłu świadomego, natomiast dzięki hipnoterapii mogłam dotrzeć do tamtego momentu mojego życia i zrobić porządek. Dzięki temu udało mi się pozbyć problemu. Zrozumiałam, że hipnoza to zupełnie coś innego niż to, co widzimy w telewizji — jest to potężne narzędzie do pracy nad sobą.
To doświadczenie nie tylko pomogło mi w rozwiązaniu problemu, ale także utwierdziło mnie w przekonaniu, że moje prawdziwe powołanie to wspieranie innych w ich własnych podróżach ku lepszej jakości życia i rozwiązywaniu ich problemów. Hipnoza stała się dla mnie nie tylko metodą, ale i pasją, którą zapragnęłam dzielić z innymi.
Poszłam za tym głosem i wiosną 2021 roku uzyskałam tytuł certyfikowanego hipnoterapeuty. Pracując przez ostatnie lata z klientami w moim studiu hipnoterapii w Szczecinie oraz podczas sesji online, odkryłam, że brak pewności siebie to jedna z głównych przyczyn ludzkich problemów. Często źródło tych trudności tkwi w przekonaniach, które nabyłyśmy w dzieciństwie. W miarę jak pomagałam innym, zrozumiałam, że i ja sama borykam się z tym wyzwaniem. Kiedyś myślałam, że odwaga, przebojowość i pozytywne nastawienie to wyznaczniki pewności siebie. Nic bardziej mylnego!
Kolejnym przełomowym momentem, który otworzył mi oczy i ujawnił brak pewności siebie i miłości własnej, był luty 2023 roku. To wtedy po raz kolejny legła w gruzach moja relacja z bliską mi osobą. Kiedy tracimy kogoś, kto odgrywa tak ważną rolę w naszym życiu przez znaczną jego część, czujemy, jakby nasz świat się zatrzymał. Miłość, którą żywiłam, zamieniła się w ból, a wspomnienia radosnych chwil zaczęły przypominać o pustce, która nagle mnie otoczyła. Minęło wiele miesięcy, zanim zaczęłam się otrząsać. Czułam, że jestem w pułapce smutku, a moje serce roztrzaskało się na kawałki. Z każdym dniem tęskniłam za uśmiechem tej osoby, za momentami pełnymi ciepła i radości. Podejmowałam desperackie próby ratowania tej relacji, myśląc, że moje starania coś zmienią, że miłość wystarczy, by odbudować to, co stracone. Czułam, że muszę się starać, aby zasłużyć na tę miłość.
Tymczasem prawda jest taka, że nie musimy o nic walczyć, bo od urodzenia zasługujemy na miłość, szacunek i akceptację… Musimy tylko uwierzyć w siebie. Problem rozstania z ukochanym mężczyzną to był zaledwie jeden z wielu cieni, które zaczęły rzucać się na moje życie. Każdego dnia borykałam się z niezliczonymi emocjami, które przenikały mnie na wskroś, a każdy nowy dzień zdawał się przynosić nowe wyzwania. Mój syn przebywał wówczas od wielu tygodni w szpitalu z powodu walki z nałogiem. Przybita rozstaniem z kochanym człowiekiem, chorobą mojego syna, załamana postępującą chorobą mojej ukochanej cioci, żyjąca pomiędzy dyżurami, a oddziałami szpitalnymi jako odwiedzająca swoich bliskich – jednym słowem, przyparta do muru bezradności, obudziłam się pewnego dnia z bólem całego ciała. Poszłam do łazienki, spojrzałam w lustro. Jestem pielęgniarką … doskonale wiem, jak wygląda depresja na zewnątrz uśmiech dla świata, a w środku… I to właśnie ujrzałam w lustrze. Ujrzałam kobietę zbliżającą się powoli do pięćdziesiątki, z szarym odcieniem skóry, workami pod oczami i brakiem wiary w lepsze jutro. Spojrzałam sobie w oczy i zadałam pytanie: Czy tak ma wyglądać już każdy mój dzień? Czy naprawdę o to mi chodziło…? A co, jeśli po tym życiu nie ma już żadnego innego? Czy mam to po prostu tak zwyczajnie spieprzyć? Łzy napłynęły do moich oczu…
Jeden z moich mentorów, Fryderyk Karzełek, często podaje definicję, czym jest przełom. Otóż jest to moment, w którym niemożliwe staje się możliwe. I ja, stojąc przy tym lustrze w łazience, zalana łzami, poczułam, że jeśli dłużej zostanę w tym miejscu, w którym jestem, to skończę źle, a ja bardzo nie chciałam skończyć źle, bo w środku, w głębi, bez względu na sytuację, zawsze bardzo kochałam i kocham życie. I wtedy się zaczęło… Tego dnia, w tej ogromnej tęsknocie za bliskim mi mężczyzną, w tej bezradności spowodowanej sytuacją z synem i chorobą cioci, podjęłam decyzję, że pójdę pod prąd, że właśnie w tej beznadziei zacznę budować siebie na najmocniejszych fundamentach. Znajdę sposoby, metody, techniki, ludzi, którzy mi w tym pomogą. Nawet jeśli ma mi to zająć całe życie, to ja tego dokonam – dla siebie… Zrobiłam z tego w tamtym momencie cel mojego życia. Wytrwale, konsekwentnie i z uporem zaczęłam tworzyć nową siebie. Gdy uczeń jest gotowy, wtedy zjawia się nauczyciel i w moim przypadku tak było. Spotkałam na mojej drodze wspaniałych mentorów, od których uczyłam się, jak kochać siebie, jak budować pewną siebie postawę, jak wychodzić sobie i życiu naprzeciw. Kończyłam kolejne kursy, mentoringi, warsztaty, wyzwania – wszystko po to, by zbudować najlepszą wersję siebie. Odkryłam jedno z uniwersalnych praw wszechświata – Prawo Założenia, które poszerzyło mi horyzonty i przekierowało moją uwagę na nowe ścieżki myślowe, podnosząc tym samym poziom mojej świadomości. Zaczęłam osiągać mierzalne efekty, dostrzegać rezultaty. Moje życie dzień po dniu zaczęło się zmieniać, dlatego że ja zaczęłam się zmieniać, a każdą zmianę zawsze należy zaczynać od siebie. To nie wydarzyło się w kilka dni czy tygodni, to był proces, to był codzienny trening…
W lutym 2024 roku spadła na mnie śmierć mojej ukochanej cioci, którą opiekowałam się w chorobie. Było to dla mnie bardzo trudne doświadczenie – straciłam nie tylko bliską ciocię, ale również największą i najcudowniejszą przyjaciółkę, jaką miałam w życiu… Ta strata do dziś pozostaje dla mnie nieodżałowana, a jednocześnie odejście cioci uświadomiło mi, aby nauczyć się żyć tu i teraz, osiągać marzenia, cieszyć się każdą chwilą i kreować swoje życie zgodnie z pragnieniami.
Codzienna praca nad sobą sprawiła, że zaczęłam inaczej patrzeć na sytuację z moim synem. Dotąd żyłam w roli ofiary. Natomiast dzięki Basi z „Wykreuj swoje życie”, która nauczyła mnie, że każdy człowiek prezentuje nam nasze przekonania o nim, zaczęłam patrzeć inaczej na mojego syna i sytuację związaną z jego chorobą. Gdy szłam do szpitala, a lekarze kiwali głowami na boki, patrząc na mnie z politowaniem, ja, wychodząc z oddziału, wsiadałam do auta i mówiłam jak mantrę słowa: dziękuję za to, że mam zdrowe i szczęśliwe dziecko. Zaprzeczałam temu, co widziały moje fizyczne oczy. Robiłam tak codziennie. Płakałam, owszem, bo nie byłam w stanie powstrzymać emocji, które mną targały, ale jednocześnie afirmowałam przez 10 godzin dziennie zdrowie mojego syna.
Wszystko wzmacniałam praktyką Hooponopono, którą do dziś stosuję również każdego dnia. Efekt jest spektakularny i za to, co rano tuż po obudzeniu wyrażam ogromną wdzięczność dla wszechświata, że potrafiłam uwierzyć w niemożliwe. Każdy jest tym, kim wierzysz, że jest. Nie otrzymujesz od życia tego, czego chcesz – otrzymujesz to, w co wierzysz i kim jesteś. Jeśli jesteś osobą, która czuje, że nie zasługuje na miłość, dostaniesz dowody, że nie zasługujesz na miłość i odwrotnie, działa to tak samo. Nie wierzysz? Sprawdź to!
Zbudowana doświadczeniami, które stały się częścią mojego życia pewnego dnia po otwarciu oczu przyszła myśl, że mogłabym, na bazie własnych doświadczeń życiowych, na bazie własnej historii, tego, co wypraktykowałam i co wiem, że działa, zacząć pomagać kobietom, takim jak ja budować ich pewność siebie. Pomyślałam: skoro mi z moim zakręconym życiem się udało, to każdemu się uda. I ta myśl nie dała mi już spokoju … Spakowałam więc moje doświadczenia życiowe, hipnoterapeutyczne, dorzuciłam dużo motywacji, inspiracji, wiedzy i wyruszyłam w tę podróż – podróż mojego życia, której główną misją jest pomóc każdej kobiecie gotowej na zmianę obudzić miłość własną i mistrzowską pewność siebie.
Każda z nas ma w sobie niesamowitą siłę, by wstać po upadku. Nasze myśli i przekonania tworzą naszą rzeczywistość, a to, co manifestujemy w swoim życiu jest dokładnie odbiciem tego w co wierzymy i kim jesteśmy. W momentach, gdy czujesz się mocna i pewna siebie, przyciągasz do siebie pozytywne doświadczenia. To przesłanie stało się moim kompasem wskazującym drogę do większej pewności siebie i odkrycia kobiecej mocy. W tych najciemniejszych chwilach odkrywamy swoje światło – miłość, która rodzi się w nas samych, jest kluczem do wszystkiego!